Menu

Opowiadania

Krótkie opowiadania amatora

Tenisista po pięćdziesiątce.

coalabis

fotografmh

 -

Rozdział I.

POCZĄTEK.

Poszedłem spać z koszmarnym bólem głowy. Z uśnięciem też były duże problemy ale teraz wiem że wreszcie się udało. Obudziłem się jak na mnie bardzo późno bo było już po dziesiątej. Ból głowy całe szczęście gdzieś się ulotnił. Ale czułem się dość dziwnie. Noszę okulary i choć wada nie jest zbyt duża to jednak jest odczuwalna. Szczególnie uciążliwa przy czytaniu i wyraźnym widzeniu na odległość. A tu widzę jak znów bym miał dwadzieścia lat. Niestety już znacznie przekroczyłem pięćdziesiątkę. Ale co z tym wzrokiem. Wstałem wreszcie i poczułem się jakość sprężyście i w dodatku zupełnie nic mnie nie bolało. Dziwne. Podszedłem do okna i spojrzałem w dal. Cholera co jest wszystko widzę i to tak wyraźnie że aż zakręciło mi się w głowie. Pomyślałem że częściej muszę spać do dziesiątej. Trzeba wiedzieć że mam sporo wolnego. Od roku jestem bezrobotny choć cały czas próbuję zarobić parę groszy na fotografii. Przepracowałem blisko trzydzieści lat w korporacji i podkusiło mnie by coś zmienić. Zmieniłem. Zostałem fotografem. Wynająłem lokal i przez cztery lata prowadziłem studio fotograficzne. Prowadziłem bo niestety zbyt małe dochody zmusiły mnie do jego zamknięcia. To był najgorszy dzień w moim życiu bo lubiłem to robić. Z tym najgorszym dniem to jak potem jeszcze parę razy miałem się przekonać to była przesada. Zabrałem się za śniadanie i przez chwilę przestałem się nad swoim stanem zastanawiać. Zjadłem, posiedziałem i stwierdziłem że trzeba się przewietrzyć. Wsiadłem na rower i znów stwierdziłem że w dalszym ciągu z moimi oczyma jest tak jak tuż po przebudzeniu. W okularach nie widzę a bez nich czuję się wspaniale. Podjechałem do sklepu by kupić coś do picia. I tu też zaskoczenie. Wszystkie te małe napisy na produktach czytam jak by ich rozmiar był kilka razy większy niż w rzeczywistości. Podobało mi się to choć również mocno dawało mi to do zastanowienia. Pomyślałem że trzeba umówić wizytę u okulisty i z nim o tym porozmawiać. A tym czasem powiedziałem sobie facet ciesz się że jest lepiej i nie myśl o tym tak na okrągło. Dziś wyjątkowo miałem coś w planach. Zwykle nie mam nic do roboty. Jestem samotny. Moje małżeństwo rozpadło się prawie dziesięć lat temu. A trzy miesiące temu rozpadł się mój trzyletni związek z drugą ważną kobietą. Obie historie to odrębne tematy. Po tym ostatnim rozstaniu jeszcze pozostały zadry w sercu. Tym bardziej ta samotność dawała się we znaki. Ale co tam. Może coś jeszcze mi się przytrafi fajnego w jesieni życia. Chodzę na siłownię. I tam jakiś czas temu poznałem pewnego gościa. Pogadaliśmy i okazało się że oboje graliśmy trochę w tenisa ziemnego. No ja grywałem on gra do tej pory. No i na dziś się umówiliśmy na pierwsze spotkanie. Pietra miałem bo choć to koleżeńskie spotkanie to nie chciałem wypaść jak ostatni łamaga. Grywałem w tego tenisa i to nawet sporo ale poziom to nie był wysoki. Powiem że nawet bardzo niski. Gość natomiast opowiadał o tylu rozegranych amatorskich turniejach że moje obawy były jak najbardziej zasadne. Ja nawet znałem teorię jak uderzać tyle że te piłki nie chciały lecieć tam gdzie je teoretycznie posyłałem. Nigdy też nie nauczyłem się serwować na jako takim poziomie. Nie rozumiałem jak mam tą piłkę kontrolować. Rzucam ją do góry i macham rakietą to jak mam jeszcze wycelować w odpowiednie miejsce na tym kawałku kortu. Ale postanowiłem tam jednak pojechać. Coś trzeba robić. Wróciłem do domu z zakupami i rozpocząłem przygotowania. Wszystko było stare i już nie zbyt przystające do rzeczywistości ale co tam. Spakowałem się i wsiadłem w moje czternastoletnie auto które jeszcze mnie wozi. Włączyłem Google maps i ruszyłem. No i dojechałem. Kort był zarezerwowany ale jeszcze byłem sam więc stwierdziłem że się rozgrzeję i trochę przypomnę sobie te nieszczęsne serwowanie. No i próbuję. Rzucam tą piłkę do góry walę rakietą i co. No nie nagle wiem o co chodzi. Piłka leci tam gdzie myślałem ją posłać. E to przypadek, ale nie robię to ponownie i znów trafiam. Co próba to każde podanie coraz lepsze. Co jest do cholery. Nie grałem parę lat a tu nagle taka umiejętność. Trzeba to jeszcze wypróbować. Zamierzam trafić podaniem w słupek od siatki. I trafiam dziesięć razy na dziesięć. Szok. Bym się nie otrząsnął ale mój partner do gry właśnie wchodzi na kort. Myślę sobie nie będzie może aż tak źle. Powitanie no i zaczynamy. Nieprawdopodobne ale gra jest dla mnie tak łatwa i przyjemna że gram z rozdziawioną gębą. To niewiarygodne. Tak niewiarygodne. Trafiam każdym podaniem i nie robię błędów. Piłki nie są może jakieś super techniczne i silne ale lecą tam gdzie chcę. Lecą dodatkowo z niesamowitą dokładnością. Gość odbija od czasu do czasu ale zaraz jestem wstanie posłać piłkę w przeciwny róg kortu. Przychodzi mi to z taką łatwością że najzwyczajniej w świecie nie wiem co się dzieje. Gość też nie może wyjść z podziwu co ja z tymi piłkami wyprawiam. Ale ja to dopiero jestem w szoku. Ja wiem przecież jak grałem on nie. Czasem tracę jakiś punkt bo nie dobiegnę. W bieganiu się nic nie zmieniło natomiast ten wzrok. To musi mieć coś z nim coś wspólnego. Wygrywam 6:1, 6:4. W drugim secie już byłem po prostu fizycznie zmęczony. Po paru kurtuazyjnych zdaniach na pożegnanie kończymy i każdy idzie w swoją stronę. Umawiamy się że ewentualne następne spotkanie umówimy na siłowni. Dobra wracam do siebie. Ale myślę o jednym. Jak ja grałem. Czuję że wygrałbym z każdym no może prawie z każdym. Ale tu w kraju rozwalę każdego. Jeszcze raz to powiem to nie wiarygodne. Może coś z tym powinienem zrobić. Może trzeba grać zamiast siedzieć przed komputerem i myśleć o nie udanych związkach z kobietami. Tak tyle że to kosztuję a ja kasy niestety nie mam. Wszystko to do dupy. Wszędzie tylko ta kasa i kasa. Myślę że znów nic z tego nie będzie jak to ostatnio bywa w moim życiu. Minęło parę dni. O dziwo ze wzrokiem nic się nie zmieniło. Wizyta u lekarza potwierdziła jedynie że okulary nie są mi zupełnie potrzebne i tyle. Mózg ludzki jest tak słabo zbadany że lekarz bez jakiś super specjalistycznych badań wiele więcej nie potrafi powiedzieć. Ostatecznie co tu się martwić. Jak by się pogarszał to tak ale przecież jest o wiele lepiej. W moim życiu dalej pełen marazm. Na siłownie jakoś się nie wybrałem i o tenisie też trochę zapomniałem. Ta nuda mnie dobija. Jadę na kort tak by poodbijać na ściance. Jestem na miejscu. Czasem widać zdarzy się tak że i ja mogę mieć szczęście. I właśnie je teraz mam. Na kortach wywiązuje się jakaś dyskusja z której mimowolnie dowiaduję się o możliwości zakładów. Zakładów na wygraną poszczególnego gracza. Obserwuję całe zdarzenie i postanawiam wziąć w nim udział. Gra się tylko trzy gemy. Czekam aż wyłoni się zdecydowany faworyt. Ryzyk fizyk stawiam wszystko co mam a więc całe pięćset złotych. I co? Wygrywam bez większych problemów. No tak jak bym był jedynką w rankingu a on dopiero gdzieś w trzeciej setce. Wracam do domu w znacznie lepszym humorze i z kasą o pięćset złotych większą. Trzeba nad tym się mocniej zastanowić to może być sposób na zmianę mojej słabej sytuacji finansowej. Ale jak to zrobić. Fajnie było by zagrać w jakimś turnieju w którym nagroda to kilka tysięcy złotych. No tak ale turniej to kilka meczy a z moją kondycją jest co by nie mówić dramatycznie. A dodatkowo kołacze się myśl w głowie a jak to się cofnie. To zaczyna mnie przerażać bo do nowego stanu zdecydowanie się przyzwyczaiłem.  Dni mijają a ja nie mam pomysłu. I jak to bywa w życiu jak raz masz szczęście to masz i szansę na jego powtórkę. I tak się dzieje. Nigdy nic w życiu nie wygrałem a tu proszę. Trafiam piątkę w Lotto. To prawie sześć i pół tysiąca złotych. Nie mogę uwierzyć ale to prawda. Mam ta kasę na własnym koncie. I co okazuje się że można. Myśl nachodzi mnie oczywiście dlaczego to nie szóstka. Jestem jednak wreszcie uśmiechnięty. Widzę jak młodzieniec. W tenisa gram jak Janowicz no może jak Kubot. A na koncie parę okrągłych tysięcy. Nie mogę tego tak zostawić. Jadę do Sopotu. A co nie stać mnie?

DALEJ  2

Sopot. Piękne miejsce i fajna kwatera. Pierwszy dzień super wreszcie coś nowego. Ran molo wieczorem 3 knajpki na deptaku. Drugi dzień to samo ale dalej fajnie. Trzeci dzień to już trochę nudne ale staram się dalej cieszyć. Kasa topnieje w zastraszającym tempie. Łatwo przyszło.................................. Czwarty dzień. Siedzę sobie przy Grand Hotelu i co widzę. Siostry Radwańskie popijają kawkę. Jakaś taka ogólnie miła atmosfera więc zbieram się w sobie i podchodzę do ich stolika. Mała konsternacja ale zaczynam mówić. Witam. Wiem, wiem nie powinienem przeszkadzać i się narzucać moją osobą ale czy mogły by Panie mimo to poświęcić mi pięć minut. Chwila ciszy ale jest przyzwolenie i zaproszenie bym usiadł. Zaczynam mówić co tak nagle przyszło mi do głowy i pchnęło mnie do podejścia do ich stolika. Zabrzmi to niewątpliwie niewiarygodnie ale proszę spróbować mi uwierzyć i poradzić co mogę zrobić. Zaczynam opowiadać o tym jak naglę stałem się "wspaniałym" graczem i szukam możliwości by w jakiś magiczny sposób zagrać w dobrym turnieju no oczywiście ze względu na pieniądze i sprawdzenie się. Mówię że jestem w stanie w każdej chwili poddać się sprawdzianowi a jeśli źle wypadnę ponieść pewne koszty finansowe. Proszę o pomoc w zorganizowaniu sprawdzianu by mieć szansę to o czym mówię udowodnić. Mogę przyjąć prawie każde warunki by tylko dało się coś załatwić. Początkowa znów konsternacja ale już po chwili przechodzi ona w zaciekawienie. Ku mojemu zaskoczeniu młodsza z sióstr zgadza się by mnie wypróbować. Jutro o dziesiątej na kortach. Ale jak to okaże się jakiś podstęp to zastrzegają że nie zajmą się mną dłużej niż czas potrzebny na jego wykrycie. Dwa gemy wystarczą byśmy się przekonały czy jest choć cień prawdy w tym co Pan mówi. Zgadzam się bez żadnych zastrzeżeń. Dziękuję bardzo i czym prędzej się oddalam by siostry nie zmieniły zdania. Jestem podenerwowany ale nadchodzi jutro dziesiąta zero, zero. Jestem na kortach już pół godziny i czekam z wielką niepewnością. Są!!! Do o koła pełno gapiów wszak to siostry Radwańskie. Idziemy na kort i bez żadnych rozgrzewek czy innych powodów do zwłoki zaczynamy. Całe szczęście że to ja rozpoczynam serwować. To daje mi przewagę tej niesamowitej celności nad brakiem szybkości i kondycji. Proszę sobie wyobrazić że serwuję same asy. Za każdym razem piłka posłana jest w inne miejsce i z inna rotacją. Czasem przeciwniczka nawet nie podejmuje próby dojścia do podania. W milczeniu przyjmuje tą przegraną i zaczyna serwować. No tu jest trochę gorzej. Pierwsze podanie jest zbyt precyzyjne bym mógł z moją prędkością bliższej żółwia niż antylopy do niego dojść. Ale następne jeśli tylko są w zasięgu mojej rakiety lokuję w tak odległych miejscach od zasięgu przeciwniczki że jest bez szans. Wygrywam i tym razem choć jestem mocno spocony. Milczenie.

I wreszcie decyzja. Warto coś z tym zrobić. Kamień spadł mi z serca. Umawiamy się na następny dzień ze sztabem sióstr na rozmowę. Rozmowa jest dla mnie jak najbardziej pomyślna. Postanawiamy że siostry zrobią wszyto co możliwe bym wystartował w eliminacjach Australia Open. To spełnienie marzeń ale i także ogromny stres że już boję się czy mu podołam. Stwierdzili natomiast wszyscy że trzeba rozpocząć z grubej rury. Jeśli nie znany zupełnie gość przejdzie eliminacje i zagra w turnieju głównym to już będzie sensacja. A dodatkowo gość w moim wieku. Nie ma co wcześniej się zdradzać i próbować grać w mniejszym turnieju. Jeśli natomiast przejdę choć jedną rundę to będzie to nasz ogromny sukces. Cały świat o niczym innym nie będzie dyskutował przez parę miesięcy.

Płynę do Australii. Tak płynę a co. Nie nawiedzę latać więc wybrałem się w podróż statkiem transportowym i to polskim. Troszkę będę płynął ale to nic bo widoki są piękne. Wszędzie woda ale co dzień inna. Ludzie ciężko pracują więc nie maja dla mnie zbyt dużo czasu. Zaopatrzyłem się dużą ilość tanich piłek i dużo ćwiczę. Ćwiczę celność różnych podań, serwów, lobów itp. Jestem naprawdę dobry. Stres mnie dopada czym bliżej Australia. Dopływamy. W porcie znajomi ze sztabu sióstr całe szczęście na mnie czekają. Zgubiłbym się na pewno. Angielski na moim poziomie pozwala zamówić piwo i nie wiele więcej. Skromny hotelik i dwa dni na aklimatyzację. Młodsza z sióstr już tu jest więc umawiamy się wieczorem na krótkie spotkanie. Obecność znanych mi i życzliwych ludzi trochę moje nerwy uspokaja. Czas pierwszego meczu już tuż tuż. Jak tak blisko to znaczy że nie zdążyłem o tym dobrze pomyśleć jak ten moment nadszedł. Nerwy są ogromne. Co będzie jak przegram. To będzie katastrofa pod każdym względem. Wspomnę tylko o tym że pieniądze musiałem pożyczyć bo koszty dawno przerosły moje możliwości. Wychodzę na kort. Nie uwierzycie bo ja też nie wieżę. Gość chyba z Indonezji wchodząc potyka o własna torbę się i już po meczu. Zrezygnował. Skręcenie kostki. Nie wiem czy płakać czy się śmiać. Dzień wolny. Zadebiutuję jutro i to wcale nie ułatwia mi opanowanie nerwów. Nie wiem jak gram. Czekam więc. Mały spacer krótki trening po za obiektem by nikt nie widział. Potem idę spać choć spać oczywiście nie mogę. Bo tak to już ze mną jest.

cdn.

 

© Opowiadania
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci