Menu

Opowiadania

Krótkie opowiadania amatora

Polak - Książę Szkocji.

coalabis

fotografmh

-

Rozdział I.

IDĘ SPAĆ I.....

Mam dość tego dnia i kilku poprzednich. Co prawda powinienem być zadowolony bo jestem w gościach u znajomej. Ale nie jestem zadowolony. Nie bardzo ten dzień się między nami ułożył. Znamy się krótko. Ania jest farmaceutką i  wielbicielką książek. Ma domek po rodzicach kawałek drogi za Warszawą. Umówiliśmy się na wino dlatego też i na nocleg. Nie jeżdżę po alkoholu. Śpię sam i jestem z tego o dziwo zadowolony. Może jutro będzie lepiej więc warto już zasnąć i mieć ten dzień za sobą. Ta noc jest nie spokojna z jakimiś dziwnymi snami i ciągłym rozbudzeniem się oraz niezidentyfikowanymi odgłosami. Rano wreszcie zasypiam mocnym bardzo snem. Przychodzi wreszcie ten moment kiedy i przychodzi przebudzenie. Ciągle jednak leżę w takim półśnie gdy dochodzi do mnie jakiś kobiecy głos. Książę śniadanie jest gotowe czy można już podawać wszak już blisko południe. Myślę Ania robi sobie jaja ale nie ten głos jest do niej nie podobny. Postanawiam jeszcze trochę podrzemać by te sny całkiem się ode mnie odczepiły. Ale pytanie się powtarza. Co jest do cholery. Zrywam się na równe nogi by sprawę wyjaśnić jak najszybciej. Kurde gdzie ja jestem, co to za laska. Bo stoi przede mną laska tyle że ubrana jak na Oktoberfest w Bawarii.  Szlak mnie trafia bo pomieszczenia też nie poznaję. Co jest! Pytam więc jak jakiś niespełna rozumu. Gdzie ja jestem, kim Pani jest i co się dzieje. Moja rozmówczyni stoi z opuszczoną głową i jest wyraźnie zmieszana. Powtarzam pytania. Panie mówi dziewczyna. Usiądź proszę wszystko Ci wyjaśnię tylko bardzo proszę uspokój się i daj mi wszystko opowiedzieć. Co mogę zrobić innego. Nic mi nie przychodzi do głowy. Siadam więc i mówię OK. Dziewczyna jest jeszcze bardziej zmieszana ale zaczyna opowiadać. Miesiąc temu książę pojechałeś na przejażdżkę konną po naszych górach. Już mam coś powiedzieć gdy podnosi rękę i mówi książę proszę. Słucham dalej. Z jakiejś nie znanej przyczyny koń się spłoszył a Ty Panie spadłeś w rozpadlinę. Byłeś nieprzytomny jak przywieziono Cię do posiadłości. Lekarz stwierdził że masz ranę na głowie i sporo otarć. Ta rana na głowie spowodowała że przestałeś mieć kontakt z rzeczywistością. Nie poznajesz osób i otoczenia ale po za tym jesteś zdrowy i sprawny. Każdego dnia rano z nadzieją czekamy że Ci to minie. Mnie zatrudniono bym Cię Panie wspomagała w codziennym powrocie do rzeczywistości. Jestem córką kowala ale ojciec wraz z bratem nauczyli mnie pisać i czytać. Dlatego mnie wybrano bo Ty będąc wykształconą osobą mógłbyś innej osoby nie zaakceptować. Słucham i myślę sobie że pogram w tę grę by dowiedzieć się więcej i móc potem odpowiednio zareagować. Ale wierzcie mi że mimo wszystko jestem cały spocony i coraz bardziej przerażony. Ona mówi dalej. Codziennie rano mówię Ci gdzie jesteś, jaki mamy dzień i oprowadzam Cię po posiadłości. Na więcej nie starcza czasu więc idziesz spać i następny dzień jest taki sam. Mam dość ale postanawiam mimo wszystko grać dalej. Mów więc żądam od dziewczyny gdzie jestem jaką mamy datę i te wszystkie inne podstawowe sprawy bym wreszcie przystał do rzeczywistości. Książę jest 4 maj 1321 roku. Jesteśmy na Isle of Arran w mieście Brodick w Królestwie Szkocji. Myślę sobie cholera nieźle się ktoś przygotował. Dalej kobieto poganiam i zaczynam się dobrze bawić. Kto jest królem. Pamiętam coś z historii że w tym czasie Szkocja była samodzielnym królestwem nie dawno wyzwalając się z pod panowania Anglii. Książę naszym królem jest Robert I Bruce. A ja kim jestem. Jesteś Panie tu księciem i panujesz na tej wyspie w imieniu Króla z bardzo dużą swobodą. Myślę sobie OK przyjmę to na klatę zjem śniadanie i każe oprowadzić się po okolicy a wtedy wszystko się wyjaśni. Grajmy do końca. Śniadanie jest dziwne i zimne ale myślę sobie trzymaj się postanowiłeś wytrzymać. Teraz jak książę nakazuję przynieść przyodziewek i oprowadzić się po okolicy. I tu nagle dostaje jak by mnie ktoś walną porządną pałka po głowie. To nie prawdopodobne przecież ja gadam po szkocku (angielsku). Ja nie znałem angielskiego no może trochę. To już mnie doprowadza do małego obłędu. Ubieram się w to co mi dają bez gadania bo chcę być już na zewnątrz. I wreszcie wychodzimy. To jest nie wiarygodne! To jest niesamowite! Jestem gdzieś ale jak by w skansenie ale nie na ziemiach polskich. To rzeczywiście coś bardziej podobnego do Szkocji. Chyba ze świrowałem. Napiłbym się wina, piwa czy czegoś tam..................bo inaczej pęknie mi coś w mojej łepetynie i będzie po mnie. Idę jak otumaniony a ona oprowadza mnie po posiadłości.

Wszystko jest jak w średniowieczu.......

Trudno mi w to wszystko uwierzyć. Moje oczy widzą coś czego rozum nie może zaakceptować. Muszę to przemyśleć. Nakazuję się zaprowadzić do komnat i podać tam wino. Zostaję sam i analizuję to co wiem. Do tej pory dowiaduję się że jestem bardzo samodzielnym księciem który włada tą wyspą. Jestem samotny i nigdy nie miałem żony ani dzieci. Wyspa liczy około czterech tysięcy poddanych którzy jak na te czasy są raczej syci. Na wyspie jest garnizon składający się z pięciuset żołnierzy oraz port z dwoma moimi okrętami. No i tyle. Teraz więc czas by zobaczyć jak mieszka książę. Muszę przyznać że miejsce jest niczego sobie. Kilkanaście pokoi włącznie z  salą która można nazwać chyba tronową oraz ogromną salą pewnie balową. Nie ma co prawda telewizji, sprzętu grającego, lodówki itp. Muszę się jakoś do tego przyzwyczaić. Wracając do sypialni w której się obudziłem napotykam na jakieś nieduże drzwi po prawej stronie. Są zamknięte. Muszę spróbować się tu dostać. Przeszukanie sypialni o dziwo daje pożądany efekt w postaci całkiem masywnego klucza. Wracam do drzwi i z satysfakcją stwierdzam że klucz jest tym właściwym kluczem. Drzwi są bardzo solidne. Wchodzę. Staję jak wryty. Nie to już przechodzi wszelkie możliwe wyobrażenia. Pokój jest ponad dwudziestometrowy i cały zawalony różnymi rzeczami. Mam wrażenie że cała zawartość biblioteki i przylegającego do niej magazynku Ani znalazło się właśnie tutaj. Są tu więc wszelkiego gatunku książki. Zarówno te czysto do poczytania jak i te zdecydowanie bardziej specjalistyczne. Lekarskie, farmaceutyczne, atlasy, encyklopedie i wiele, wiele innych. To jedno a drugie to są tu ogromne ilości leków. Magazynek zawierał widać całe bogactwo leków i tych popularnych na ból głowy jak i tych zupełnie mi nie znanych. To niesamowite zaraz pomyślałem. Mogę być w tym świecie najlepszym lekarzem i poznać najważniejszych tu ludzi. Ale przecież sam też jestem ważny. Jestem księciem. Jestem coraz bardziej zdenerwowany. Biorę więc coś na nerwy z zasobności pokoju i wracam do sypialni. Wychodzi na to że jestem w średniowieczu i nie mogę tego zmienić. Zastanawianie się dalsze nad tym jak to możliwe mija się z celem. Nic nie wymyślę. Muszę tu ułożyć sobie życie. Lek mi pomaga i zaczynam tez myśleć o innych aspektach tego nowego życia. Teraz dopiero wraca do mnie obraz dziewczyny która towarzyszyła mi przez ostanie godziny. Ona jest piękna a ja jestem księciem. Muszę coś z tym zrobić choć nie wiem jeszcze jak. Zrobiłem i okazało się to całkiem proste. Dziewczyna imieniem Alice nie miała nic przeciwko temu by być z księciem znacznie bliżej niż dotychczas. Było to fascynujące przeżycie. Po "rozpakowaniu" okazała się jeszcze piękniejsza niż jak w nim była. Stała się więc moją przewodniczką po świecie za dnia jak i nocą. Tyle że za dnia to ona mnie zaskakiwała wszystkim co mi przekazywała w nocy było zgoła odwrotnie. Jestem pewny że z czasem zaczęła czerpać z tego wiele radości której do tej pory była pozbawiona.

I tak mijały dni i miesiące.

No może nie zupełnie. Bo ja postanowiłem ten kawałek Szkocji zwany zresztą Szkocją w pigułce przenieść ze średniowiecza do czasów przemysłowych. Książki i mój otwarty rozum na ich zawartość stały się do tego kluczem. Dbałem by wszystkie nowe rzeczy które zostaną dzięki tej wiedzy stworzone były zabezpieczone przed ujawnieniem ich sposobów tworzenia. Nikt po za mną nie znał procesów twórczych w całości. Udało mi się zrobić proch szary wszak to jedynie siarka, saletra potasowa i węgiel drzewny. Oni tu nie znali jeszcze nawet prochu czarnego znacznie gorszego którego era ma dopiero nastać. Dowiedziałem się że stal nierdzewna jest nie znana wiec ją zrobiliśmy. Trochę dodanego chromu i niklu zdziałało cuda. Udało sie zrobić prostą strzelbę i to z zamkniętym nabojem by nowy proch miał zastosowanie. Zrobiliśmy armaty co okazało się całkiem proste nawet w średniowieczu jak wszystko było rozrysowane czarne na białym. I jedno z największych moich osiągnięć. Oczywiście wszystko z książek i ciężkiej pracy cieśli, hutników, kowali i innych rzemieślników. Cześć z nich sprowadziłem z innych regionów świata co dodatkowo ułatwiło zadanie. Tym sukcesem było stworzenie okrętu całego ze stali nierdzewnej i wyposażonego go w kilkadziesiąt armat. Okręt z grodziami niestety żaglowy bo silnika nie podjąłem się nawet próbować robić. Statek nazwałem Pancernikiem bo w porównaniu z tym co pływało do dokoła na to miano zdecydowanie zasługiwał. On pływał i to jak. Byłem przekonany że z nim mogę stanąć na przeciw każdej innej flocie i ją sukcesywnie zatapiać. To ów statek stał się moją gwarancja bezpieczeństwa. Ale nie tylko. Wzmocniony beton prętami stalowymi był w postawionych niedawno murach mojej posesji nie do skruszenia przez tutejsze maszyny oblężnicze. Strzelby moich 500 żołnierzy były w stanie za tymi murami powstrzymać niemal każdą armię. Ale ten okres ciężkiej ale jakże fascynującej pracy poświęciłem też na sprawy cywilne. Chciałem by było to miasto dobrobytu. Stworzyłem szynowe tramwaje konne. Łączyły one stolice z każdym krańcem wyspy. Wyspa nie jest duża bo mniejsza od znanej nam dziś Warszawy. Dlatego też przedsięwzięcie było możliwe to wykonania. Na krańcach wyspy zaczęły kiełkować nowe osady. Szczególnie nowa osada po zachodniej przeciwnej do stolicy stronie wzrastała niespodziewanie szybko. Otwarte morze a więc handel i rybołówstwo znacznie ten proces przyśpieszało. W stolicy powstała szkoła powszechna, hotel, bazar, teatr oraz stacja promowa do łączności ze Szkocją. Do tej pory żyłem w izolacji. Ale napływ kupców chętnych na zakup nie znanych w tym świecie przedmiotów rozsławił moją wyspę. Stalowe sztućce, puchary, talerze i tym podobne przedmioty mogły zastąpić droższe srebro. Nowoczesne łodzie i wiele innych fascynujących przedmiotów ściągało ludzi z całej Europy. Zaczęto się mną interesować i to zarówno w Szkocji jak i Anglii oraz niedalekiej Francji.

Dostałem zaproszenie na dwór Króla Szkocji. Jest maj 1322 roku.

Nie pojechałem. Stwierdziłem że tak będzie bezpieczniej. Nie byłem jeszcze na takie wizyty gotowy. Wysłałem kuriera z wiadomością o mojej nie dyspozycji ale i z serdecznym zaproszeniem Króla na moją wyspę. Wiedziałem że w razie czego tu będę zdecydowanie bardziej bezpieczny. O dziwo król przyjął moje wytłumaczenie i zaproszenie. Przekazał list w którym zapowiadał swój przyjazd za dwa miesiące. Czasu było bardzo mało. Musiałem się przygotować na wszelkie niespodzianki. Alice po jej uprzednim przygotowaniu że wraz z utratą pamięci straciłem też pewne umiejętności i wiedzę rozpoczęła moją naukę tutejszych zwyczajów. Co nieco już udało się poznać przecież żyłem tu już ponad rok. Wiedziałem że to wciąż zbyt mało szczególnie w relacjach z dworem królewskim. Wreszcie nadszedł czas. Wydawało się że wszystko zostało należycie zaplanowane i wykonane. Statek królewski właśnie wpływał do portu mojego księstwa. Tyle że był to i port należący do Króla Szkocji. I wiecie co nic się nie stało. Przywitanie było fantastyczne. Dary dla króla zdecydowanie spełniające wszystkie oczekiwania. Całkowity sukces ale jak to w życiu bywa do czasu. Pierwszy dzień upłynął bez żadnych problemów. Powitanie, przejazd do posesji i oczywiście uczta. Po wypiciu takiej ilości trunków (sam się oszczędzałem) wszyscy biesiadnicy udali się na spoczynek. No niektórzy zostali tam zaniesieni ale to szczegół. Wiedziałem że jutro do południa mam spokój bo wcześniej nikt nie wstanie. I tak było. Potem było bardzo późne śniadanie i ten moment którego się obawiałem. Król postanowił zwiedzić stolicę a może i coś więcej.

Pierwsze konsternacje i zachwyty. Tramwaj szynowy wzbudza wielkie emocje. Jedziemy a władca nie może wyjść z podziwu nad tak zwanym obecnie rozwojem technologicznym. Budynki większe i wyższe niż w stolicy. Czystość oraz brak wszechobecnego smrodu jak to w innych średniowiecznych miastach budzi nie kłamany zachwyt. Port z jego stocznią, twierdzą oraz pobliskim targiem wywołują już coś więcej niż tylko zachwyt a mianowicie zazdrość. Wizyta w koszarach i przegląd wojska którego to Król sobie zażyczył potęgują jeszcze ową zazdrość. Widzę że rozmowa po powrocie do posiadłości nie będzie należeć do najłatwiejszych. Na koniec zwiedzania zawożę dostojników na obiad do nowo wybudowanego hotelu nazwanego Jak U Mamy. Tu pogłębia się konsternacja i oczywiście zazdrość. Restauracja hotelowa serwuje nie znane tu smakołyki jak kluski na parze, kotlet schabowy, ogórki kiszone, kurczaka w sezamie, pierogi ruskie itp. Pełna kanalizacja z bieżącą woda (ze zbiorników), wykwintnym wystrojem oraz obsługą na najwyższym poziomie powodują zachwyt ale też i irytację. Widzę że porównanie do stolicy królestwa Króla nie napawa dobrym humorem. Mimo to atmosfera jest jako taka a posiłek bardzo dobry. Król zarządza powrót i "prosi" o natychmiastową rozmowę ze mną i tylko ze mną. Wracamy.

Siadamy w bibliotece a ja czekam z niecierpliwością na pierwsze słowa Króla.

Rozdział II.

ROZMOWA Z KRÓLEM I.....

cdn.

 

© Opowiadania
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci